W pewnej rodzinie żył sobie pies o imieniu BRUNO. Bardzo kochał swoją rodzinkę i był bardzo szczęśliwy. Najbardziej lubił przynosić rano gazetę swojemu panu i witać rodzinę przy bramie, jak wracała do domu. Ostrzegał ich przed niebezpieczeństwami czyhającymi na nich np. przed listonoszem i panem odczytującym licznik gazu.

BRUNO był bardzo bezinteresowny i bardzo kochany. Zawsze posłusznie wykonywał to, co mówili mu ludzie. Takiego go stworzył Pan Bóg. Bruno bardzo kochał Pana Boga i uwielbiał chodzić na pole, żeby cieszyć się widokiem przestrzeni, gonić sarny, patrzeć na zielona trawę i czasem wytarzać się w błocie. Całe jego życie było dziękczynieniem.

Codziennie okazywał wdzięczność za wszystko co miał, za to ze żyje , że może biegać, szczekać, że ma co jeść i za rodzinę, która go kocha.

Widział że jego rodzina też dostała bardzo dużo od Pana Boga i nigdy nie rozumiał, czemu się z tego nie cieszy. Słyszał ich często narzekających na to co mają lub na to, czego nie mają. Chcieliby jechać na egzotyczne wakacje , mieć najnowszy model iPhone itp.  Ale najbardziej smuciło BRUNA to, że jego rodzina nie docenia życia i wzajemnej obecności. Nie mógł tego zrozumieć. On w każdej chwili cieszył się bardzo z tego, że wszyscy są razem.

W rodzinie było więcej i więcej kłótni , pretensji, frustracji , wkradł się też egoizm i wzajemny chłód. Bruno widział, że jeśli tak dalej pójdzie, jego rodzina przestanie troszczyć się o siebie nawzajem. Może nawet przestaną się kochać! Czuł się bardzo odpowiedzialny za swoich bliskich. Nie tylko przed listonoszami i innymi psami, ale przed złem i smutkiem także. Tak bardzo chciał, żeby rodzina zrozumiała, że życie jest kruche i krótkie i że trzeba się cieszyć z każdej chwili, kochać się nawzajem, najbardziej jak to możliwe..  Nie widział co robić i z dnia na dzień czuł się bardziej i bardziej winny w swojej bezradności. Patrzenie na rodzinę kłócącą każdego dnia czyniła Bruna bardzo smutnym psem. Pewnego dnia wpadł na pomysł. Może jeśli odejdę zrozumieją, że życie jest ulotne i krótkie! Zaczną znowu je doceniać , przestaną się kłócić, zaczną znowu żyć miłością i będzie tak, jak dawniej. Potrzeba tylko żeby to zobaczyli! Żeby przypomnieli sobie o tej oczywistej prawdzie !! Poszedł wiec na pole i poprosił Pana Boga żeby go stąd zabrał , tak żeby rodzina dostrzegła prawdę o życiu na nowo i żeby znów panowało w niej szczęście. Pan Bóg wysłuchał jego prośby. Następnego dnia Bruno zobaczył wiewiórkę po drugiej stronie ulicy. Chciał ją przegonić i pobiegł szybko w jej kierunku. Samochód pojawił się znikąd i potrącił Bruna. Odszedł on szybko i bezboleśnie. Żałował tylko, że nie zdążył pożegnać się z kochaną rodziną. Znaleźli go kilka minut później. Dzieci płakały, dorośli byli smutni i obwiniali kierowcę, ale nikt nie zrozumiał prawdy o życiu i nic się nie zmieniło. Bruno

z Panem Bogiem patrzyli na to wszystko z góry trochę zawiedzeni, że rodzina nie dostrzegła ich wiadomości. Siedzieli tam razem już zawsze i nigdy nie stracili nadziei na odnalezienie miłości i prawdy przez ludzi. A Bruno czekał cierpliwie na każdego członka rodziny tam w niebie , żeby przywitać go tak, jak przy bramie.

Puchatek

Pin It on Pinterest

Share This